Zosia – samosia puka do Waszych … serc!

www.zosianowak.net

13 września 2014
by Justyna
0 comments

Czasem JEJ łzy…..to słowa, których nie potrafi wypowiedzieć.

Miniona niedziela była jedną z najlepszych w ostatnim czasie….. Jaka będzie jutrzejsza ???  Któż to wie ?  Jedno jest pewne, to że mamy fantastyczny dzień nie jest wyznacznikiem tego, że taka będzie noc i dzień jutrzejszy…..

Wychowując dziecko po takich przejściach, niczego nie można być pewnym….  No i jeszcze ten brak rozmów…..!  Jakie to okrutne,  jak czasem bardzo  mnie to boli !!!  W zwykłej codzienności tłumię ten ból,  chowam go,  odsuwam daleko od siebie,  zamiatam po dywan….. Po prostu robię swoje….staram się być najlepszą mamą dla Zosi,  pracować z nią,  uczyć się z nią,  ćwiczyć ale przede wszystkim kochać każdego dnia miłością,  której nawet nie próbuję opisać,  bo to niemożliwe !

Jak opisać uczucie które jest nie do opisania ???   Jestem zawsze przy niej, na każde jej skinienie, moje ramiona są zawsze otwarte,  by w ułamku sekundy mogła się w nich schronić i znaleźć bezpieczeństwo, którego potrzebuje i ukojenie,  które jest jej czasem tak bardzo potrzebne !!!   Jestem i będę,  jeżeli tylko będzie i jak długo będzie chciała….  Są jednak  dni, noce…..w których nawet moja miłość i obecność nie są w stanie poradzić sobie z przerażeniem jakie budzi się w jej sercu…..

Tak było w nocy z niedzieli na poniedziałek….  Wieczór minął nam słodko i spokojnie; kolacja, kąpiel,wspólne oglądanie bajki…. Zosia siedziała zwinięta w kłębek i wtulona we mnie niczym mały kociak…  Jak ja uwielbiam ją mieć tak blisko….

W końcu znużona zamigała :  kłaść, spać i powiedziała mama  :)     Gdyby mówiła powiedziałaby :  mamo chodź idziemy spać  :)    Położyła się obok mnie,  przytuliła się i patrzyła mi w oczy,  powoli i coraz częściej je zamykając…..  Uwielbia,  by wtedy gdy zasypia,  gładzić ją po brwi i policzku :)   Jakbym mogła odmówić jej tej pieszczoty,  to pomaga jej zasypiać, czuje się bezpiecznie…..  I nie musi co chwilkę zerkać spod powiek czy nadal jestem  ;)

W końcu zasnęła….  Jak ona słodko wygląda gdy śpi….!   Jak zawsze podłączyłam pulsoksymetr,  by zrobić pomiar parametrów i miałam w palnie też się położyć…  Nic nie zapowiadało tego co nadeszło…. Po pół godzinie snu,  Zosia nagle będąc jeszcze podłączona do pulsoksymetru  otworzyła oczy….

Byłam tuż obok i to co zobaczyłam, w tym ułamku sekundy w jej oczach,   mnie poraziło !!!

W jej oczach czaił się paniczny strach, lęk…przerażenie,  jakiego dawno w jej oczach nie widziałam.   Zaczęła krzyczeć i trząść się i jakby po omacku wdrapała się na mnie,  chwytając mnie tak mocno,  że aż jej palce sprawiały mi ból….   Jej uścisk był tak silny,  że nikt w tym czasie nie byłby w stanie jej ode mnie odczepić….  Cały czas krzyczała płacząc jednocześnie i raz po raz wołając mnie !!!   Oplotła mnie rękoma i nogami a głowę położyła mi na klatce piersiowej,  cała drżąca i spocona wołała bezustannie : mama, mama, mama….

To brzmiało jak skowyt….. W jej głosie było słychać takie przerażenie….  Najgorsze było to, że każda próba odczepienia jej rąk po to  by zamigała,  była niemożliwa….   Patrzyła mi w oczy i płacząc ciągle mnie wołała…..   Nie chciała migać…. nie chciała zwolnić uścisku, odsunąć się choćby na centymetr….   Przytulała się z siłą o jaką jej nawet nie podejrzewałam….

Wyglądało to tak jakby bała się, że zaraz mnie straci, że zniknę….  Pomyślałam, Boże co jej się śniło….  Jak mam to z niej wydobyć, jak przekonać ją by mi pokazała,   czego tak bardzo się boi…..   Moja bezradność i bezsilność w takich chwilach zabija mnie sekunda po sekundzie….  Czuję się tak jakby kilka noży wbijało mi się jednocześnie w serce…..  Dlaczego, za co  do cholery jasnej,  moja córeczka, która tyle już przeszła i tyle przed nią,  musi tak cierpieć…  Bo ewidentnie,  to było cierpienie !!!    Nie fizyczne ale psychiczne,  które kaleczy jej i tak już pełne blizn serce !!!    Jak mam jej pomóc…..  Co mogę zrobić ????    Dlaczego w takich chwilach miłość matki to za mało ????   Dlaczego  nie mam mocy, by swoją miłością sprawić, że w jednej chwili moja córeczka przestanie się bać… że koszmar zniknie z jej pamięci i serca !   Dlaczego do cholery nie mam takiej mocy !!!   Mamy powinny taką moc mieć !!!!

Jedyne co mi pozostaje w takich chwilach, to tulić ją do siebie,  sprawić by patrzyła w moje oczy,  mówić do niej  ,,kocham Cię Zosiu, jestem przy Tobie,  nie bój się,  już jest dobrze, jestem tu…..,,

Tyle mogę !!!!   Oto cała moja moc matczyna !!!!!   Zosia wczepiona we mnie,  wtulona, cała spocona powoli się uspokaja,  zmniejsza siłę uścisku ale nadal kwili i co jakiś czas wypowiada :  mama.

Trwamy tak kolejne minuty….. Dopiero po dwóch godzinach pozwoliła mi na to,  bym ją przebrała natychmiast jednak po tym,  ponownie wtuliła się w moje ramiona.  Była już spokojniejsza ale nadal wystraszona…..  Teraz mogłam zadać jej kilka pytań odnośnie tego co ją obudziło,  co jej się przyśniło,   pytałam migając ale ona nie chciała odpowiedzieć…. !

Jedyne co usłyszałam od swojej córeczki  to ; mama pa, pa, pa…..  Co takiego jej się śniło ???   Że ją zostawiam,  że ją oddaję, że mi ją zabierają…..

Ile razy to przeżyłyśmy,  gdy stojąc przed drzwiami sali operacyjnej musiałam ją oddać ze swoich ramion w obce, zupełnie obce….  Ile razy przeżyłyśmy taką traumę….   Ile narkoz Zosia ma za sobą….    Za każdym razem jest tak samo;  matka ( rodzice )  zostają patrząc jak za  a dzieckiem zatrzaskują się te ogromne  metalowe drzwi….    Co przeżywałam ja,  gdy moje ramiona ogarniała pusta po tym,  jak musiałam ją oddać…..   Pamiętam to potworne uczucie…. tego nie da się zapomnieć !!!    Ale co przeżywała Zosia ???   Co ona czuje ????   Mogę się tylko domyślać….  Co dalej działo się za tymi drzwiami, wie już tylko ona…..!

Poprzez utratę słuch i brak mowy,  nigdy nie miała możliwości opowiedzenia mi o swoich lękach, swoim strachu….. O przerażeniu z jakim niejednokrotnie musiała się zmagać i jak się okazuje zmaga nadal…. Dlatego tak uparcie uczymy się każdego dnia,  by móc w końcu porozmawiać…. By mogła przede mną otworzyć swoje serce…

Ktoś powie;  jak takie małe dziecko może zapamiętać to,  co działo się  gdy była maleńka czy mała…..   A jednak może….i te dzieci naprawdę wiele pamiętają…. !  To tkwi gdzieś w umyśle Zosi,  jej sercu i czasem,  zupełnie niespodziewanie wydostaje się na wolność  powodując jej przerażenie….

Oczywiście,  że staramy się minimalizować skutki tego przez co przeszła Zosia…  Pokazywanie obrazków ze szpitala,  opowiadanie jej o tym pomaga….

Ale zdarzają się dni w których ona nie chce nawet spojrzeć na swoje zdjęcie z rurką w gardle a co dopiero na obrazek szpitala, pielęgniarki czy sali operacyjnej…….Już samo to budzi w niej lęk….  Każdego dnia moja mała córeczka zmaga się z tymi wspomnieniami….  Ja zresztą też…..!

Na co dzień Zosia jest bardzo wesoła,  pogodna,  radosna,  uśmiechnięta…..  To wulkan pozytywnej energii :)  I ja uśmiecham się  bo przecież nie mogę inaczej patrząc na swoją córeczkę !!! Żyjemy ciesząc się z małych radości dnia,  każdego jej sukcesu, każdej chwili przeżytej razem !!!    Na pozór szczęśliwe z nas dziewczyny  :)    Nasza  ,,niezwyczajna codzienność,,  sprawia nam wiele radości !!!   Nie skamlę też na swój los, nie biadolę i staram się nie użalać nad sobą !!!     Ale czasem nocą…..staje do walki z przeszłością…..!   I ja i ona !!!

Wtedy dla niej noc jest czarna,  głęboka,  ciemna a ja jedyne co mogę, to muszę starać się by patrzyła w moje oczy… muszę uśmiechać się do niej tuląc ją i całując i starać się spróbować,  by i na jej buzi pojawi się uśmiech !!!    Bo ten jej cudowny uśmiech sprawia,  że nawet w najczarniejszą noc,  zapalają się gwiazdy na naszym niebie i jesteśmy w stanie przetrwać do rana!

Z nadejściem świtu Zosia zupełnie się wycisza,  jest zmęczona i wyczerpana….. Zasypia w moich ramionach…..   I tak było też w tę poniedziałkową noc….  Zajęć oczywiście żadnych w poniedziałek nie było… wszystko odwołane !    Niestety z poniedziałku na wtorek sytuacja się powtórzyła ale już nie z takim natężeniem.  Zosia szybko się obudziła jednak do świtu znowu nie była w stanie zasnąć !   Po tym jak w końcu uda się jaj ponownie zasnąć,  ja nie jestem w stanie zmrużyć oka,  czuwam przy niej,  jestem obok niej i trzymam ją za rączkę !!!   Gdybym tylko mogła odgonić od niej te koszmary….. gdybym tylko znalazła na to jakiś sposób !!!

W środę już było prawie normalnie….  Zosia obudziła się w dobrym nastroju i nawet wypoczęta !   Po zajęciach przedszkolnych i nauce migowego musiałyśmy jednak udać się w miejsce którego bardzo nie lubi !    Nasz Ośrodek Zdrowia !!!    Trzeba było zaszczepić Zosie na grypę,  bo mamy takie zalecenie  albo raczej obowiązek !    Troszkę wylanych łez Zosi,  niepokoju ale ogólnie dzielnie wszystko zniosła !  Za to popołudnie miała wolne,  bo odwołałam resztę zajęć !   Niestety w nocy bała się zasnąć !   Dosłownie nie chciała słyszeć o tym by pójść spać !!!

Jakby przeczuwała, że koszmar powróci ????   No i miała po szczepieniu temperaturę, nie jakąś wysoką ale dla niej nawet 37,5 stopni  jest męczące !  Gorączka wzrosłą do 38 stopni  mimo podania leku przeciwgorączkowego.   Nad ranem Zosia w końcu  zasnęła  !   A ja byłam po tylu nieprzespanych nocach wykończona !

I prawda jest taka,  że to nie brak snu mnie tak zmęczył  tylko strach o Zosię i te jej koszmary….  To, że  w żaden sposób nie mogę jej przed tym uchronić…. !   To mnie dobija !!!   Bezradność, bezsilność, matczyna niemoc…..   To jest najgorsze, zawsze było i zawsze będzie  najgorszym z uczuć !

Przecież w JEJ uśmiechu,   w JEJ oddechu,   w biciu JEJ serca,  maluje się cały……….mój ŚWIAT !

Więc dlaczego na Litość Boską nie mogę sprawić,  by czuła się zawsze bezpieczna ?????

Na to pytanie chyba nigdy nie znajdę odpowiedzi……!

Tyle kochani na teraz….oj się rozpisałam !

Mam nadzieję,  że czytając to,  nie znudziliście zbytnio ;)

Ale tutaj mogę się rozpisać !!!  To takie moje miejsce,  gdzie pisząc doznaję w pewnym stopniu ulgi….  I mimo, że niektórzy krytykują, ganią lub obrzucają obelgami nasze życie mam to gdzieś !

Kto nie chce nie musi tutaj zaglądać ani czytać o naszym życiu, troskach, radościach…..codzienności !

Tym, którzy tutaj są i wspierają nas bardzo dziękuję !!!  Nawet nie wiecie jak bardzo nam  pomagacie…..<3

Teraz Was ściskam mocno i znikam….._MG_0314 (2)1 _MG_0079a (2) _MG_0117 (2)

 

 

1 września 2014
by Justyna
Komentowanie nie jest możliwe

Zofia….zębowy likwidator !!!

Dzień niezwyczajny,  bo 1 wrzesień i rozpoczęcie  roku szkolnego !   Ale o tym pisałam na fanpage Zosi więc odeślę Was tam kochani  ;)    https://www.facebook.com/zosianowak.net

Jak na początek, to nieźle Zosi poszło,  ba nawet całkiem grzeczna była i sama się sobą zajęła !    Czasem jej się zdarza :)   Bawiła się lalką siedząc na skraju łóżka !   A że wczoraj obowiązkowo włosy Zosi trzeba było wyszorować,  czego za bardzo nie lubi,   dziś lalka doświadczała tego samego zabiegu pielęgnacyjnego !!!    Oczywiście jak to u Zosi bywa, wszystko musiało być tak jak i u niej  ;)   Czyli po niby myciu włosów lalki,  było niby wcieranie odżywki,  natomiast cała reszta,   to już  nie mogła być udawana !  I chociaż sama był rozczochrana, to zupełnie jej to nie przeszkadzało  :)    Czesanie,  suszenie i układanie włosów,  całkiem sprawnie Zosi szło !   Ku mojemu zdziwieniu,  podkręcała włosy lalki na szczotce i suszyła je jednocześnie !!!   Dwie ręce zajęte :)   I nic z rąk nie wypadło !!!   Mało tego,  jaką miała satysfakcję i radochę,  że potrafi !!!     Jaka ona była dumna z siebie i szczęśliwa….!    Rzecz jasna , że to uwieczniłam,  nie byłabym sobą przecież !!!    To tak bardzo cenne dla nas chwile !!!   Oto kolejny już raz doświadczamy pokonania przez Zosię kolejnego  szczytu niedoskonałości jej ciała  !!!  1 2 3 4

I tak oto ja – szczęśliwa, dumna i wzruszona mama,  przekonana,  że się Zosia jeszcze trochę pobawi i pomęczy lalkę  ;)   pomaszerowałam do kuchni pozmywać naczynia !   No samo się nie zrobi,  zresztą wiecie jak to jest :)   Ile umyłam….może połowę z tego co miałam umyć,  gdy nagle do kuchni wparowała Zosia  (   nie, nie, nie…nie wbiegła bo biegiem  tego nie mogę nazwać ) !!!

Wparowała z impetem i…….z buzią pełną krwi !!!!    O matko !!!    A żeby było dziwniej,  to śmiała się do rozpuku !!!   Zaprowadziłam ją szybko do łazienki  i zaczęłyśmy przepłukiwać buzię zimną wodą,  musiałam zlokalizować skaleczenie !    Pierwsze co pomyślałam,  że przycięła sobie zębami wargę albo język ale przy drugim płukaniu ust zobaczyłam,   że ona nie ma dolnej dwójki !!!  No zęba sobie wyrwała !!!!     Kiedy się cwaniak mały połapał,   że już wiem skąd ta krew,   to wyciągnęła do mnie rękę,  otworzyła piąstkę i co tam było ???    No kurde,  dolna dwójka sobie była !!!!   Ja kiedyś przez nią zejdę na zawał !!!! Normalnie nie mogę jej na chwilę spuścić z oka !!!  Już na zajęciach przedszkolnych dobierała się do tego zęba,  ku przerażeniu moim i Pani Iwonki.   No z nami dwiema  nie wygra więc sobie odpuściła !!!    Tak odpuściła ale nie zapomniała i jak tylko nadarzyła się okazja,  to likwidator zębowy ruszył do akcji !!!  Który to już raz wykręciła, pociągła  i wyrwała sobie ząb !!!   Czwarty raz !!!!  Tak samo jest zawsze !!!  Tą samą metodą pozbyła się dolnych jedynek,  górnej jedynki i teraz dolnej dwójki !!!!   Czyli co, za każdym razem  tak będzie ????  To nie na moje zszargane nerwy !!!   Jurto się Pani Iwana zdziwi,  jak Zosię zobaczy :)   Najgorsze, że górna jedynka zaczyna się ruszać więc…… kolejna likwidacja zębowa nadciąga ;)

Ja się w to nie bawię….!!! Ja protestuję !!!!  Tylko co mi po tym,  jak Zosia i tak swoje zrobi !!!    Siedzi później sobie, krwawi i zaciska gazik między zębami,  mając jeszcze z tego radochę !!!    A ja zachoruję przez nią na nadciśnienie !!!

5 6 8

Tyle na teraz ! Jak na jeden dzień mam dosyć wrażeń !!! Oby jutro było spokojniejsze…..dużo spokojniejsze ! Tylko czy wychowując Zosię, to w ogóle jest możliwe  :)  Przytulam Was kochani mocno !!!

29 sierpnia 2014
by Justyna
Komentowanie nie jest możliwe

Kochani…

Wakacje za pasem…niestety.  Ależ one szybko minęły !!!

My już od jutra zaczynamy zajęcia a na początek,  pojawi się po trzytygodniowej przerwie ,,ciocia,, logopeda.

Od poniedziałku przedszkole i cała reszta zajęć !

Grafik już leżakuje w oczekiwaniu na przymocowanie do ściany !

W wakacje  nic tu nie pisałam ale mogę tylko mieć nadzieję , że zaglądaliście tutaj

https://www.facebook.com/zosianowak.net

Tam każdego dnia kreśliłam kilka zdań o tym co u Zosi  :)

Teraz będę robiła to na przemian !

Jednego dnia będę pisała tutaj a drugiego dnia właśnie na fanpage Zosi na facebooku :)

Teraz zmykam bo minęła właśnie północ a panna Zofia nie ma zamiaru pójść spać !

Czasem mam wrażenie,  że w dzień czerpie energię ze Słońca a w nocy z Gwiazd i Księżyca  !

Kochani wybaczcie mi tę przerwę w niepisaniu.

Teraz koniec z lenistwem i do roboty się zabieram :)

Przytulam Was mocno !!!IMG_9939 _MG_9712 IMG_9874 IMG_9851 IMG_9929

 

 

 

 

10 lipca 2014
by Justyna
Komentowanie nie jest możliwe

Kochani…

Blog tak strasznie zaniedbany, że już nawet nie próbuję się tłumaczyć….
Tyle się dzieje….
To nasze życie to rozbujana karuzela zdarzeń, zawirowań i niecodziennej codzienności !
Ciągle max – obroty…..!
Czasem, zwyczajnie tchu złapać nie można…!
A czas…. Stanowczo zbyt szybko płynie !!!
Od jutra zaczynam nadrabiać zaległości w pisaniu….!
Błagam Was o wybaczenie…..
Jedyne co mnie jakoś pociesza, to nadzieja, że zaglądacie na stronkę Zosi na facebook-u ;) DSC_1030 DSC_1048

4 czerwca 2014
by Justyna
6 Comments

Jaki mały jest ten świat…..!

Zaległości mam tutaj tyle, że jest mi wstyd….

Uniżenie o wybaczenie proszę…..jak to ja,  zwykle w zwyczaju ostatnio mam.

Jednak tyle się dzieje w naszej  ,,zwykłej codzienności,,  że nie ogarniam wszystkiego.   Zosia mało śpi więc ja jeszcze mniej……….a pracy w ciągu dnia jest sporo. Zajęcia , rehabilitacja, język migowy…. Wszystko wróciło do normalnego grafiku po chorobie Zosi.

Ale dziś nie będę pisać o tym,  tylko na gorąco,  jeszcze pod wpływem emocji napiszę o wydarzeniach dnia wczorajszego.

Na Facebook-u   Zosia ma założony swój profil !   Już Was tam zapraszałam  :)

Staram się go promować i często wysyłam prośby o rozpowszechnianie informacji o Zosi do wielu przypadkowo spotkanych ludzi.

Jak wiecie, to ogromna forma pomocy dla nas !

Tak trafiłam do zaczarowanego miejsca na Facebook-u,  którego opiekunką jest  ,,Wiedźma,,  !

To o czym pisze,   w jaki sposób pisze i z jaką czułością,  mądrością i wrażliwością dobiera słowa….  jest urzekające i poruszające zakamarki duszy.

Pomyślałam,  że owa Wiedźma jest kimś niezwykłym i postanowiłam poprosić ją o pomoc.

I nie myliłam się !!!  Moja intuicja mnie nie zawiodła !!!

Nie dość,  że otrzymałam odpowiedź,  to jeszcze najpiękniejszy z prezentów…. ale o tym za chwilkę !

Owa Wiedźma ma na imię  Agnieszka i jak się okazało już kiedyś była w naszym życiu,  wspierając i pomagając w ratowaniu życia Zosi !!!

Świat jest na prawdę bardzo mały !!!

Dzięki pomocy Ani poskładałyśmy układankę w piękna całość i powstała niesamowita historia !!!

By więcej nie zanudzać i przejść do meritum,  kochani moi zapraszam Was do przeczytania BAŚNI,  tak bardzo wyjątkowej  jak wyjątkowa jest sama jej autorka.

Inspiracją do powstania tej baśni  była historia Zosi i zdjęcia wykonane przez naszych przyjaciół z Sinus-art !

 

               ,, MOTYLA WRÓŻKA,,

Motyla Wróżka była najszczęśliwszą istotą w jej świecie. Nikt nie mógł równać się z jej dobrocią i mądrością, jej dźwięczny śmiech porywał dusze, a pieśni, które śpiewała, zawstydzały nawet skowronki.Jakby tego było mało Wróżka przyćmiewała wszystkich urodą. Jaśmin zawsze jej przypominał, że na piękno, jakie w sobie nosi, złożyły się wszystkie kwiaty z całego świata, oddając Motylej Wróżce część swej własnej urody.
Rok za rokiem, wiek za wiekiem upływały jej beztrosko i radośnie. Ale gdy minął kolejny tysiąc lat Motyla Wróżka poczuła, że brak jej czegoś w życiu.
- Wiesz, Fiołku – skarżyła się – wkrótce minie wiosna, twe kwiaty opadną. Znów zostanę sama… I tak co roku. Mam wszystko, a jestem nieszczęśliwa. Chciałabym, aby ktoś mnie pokochał i został w moim życiu na zawsze. Nie przeminął wraz z nastaniem chłodów. Wszystko bym za to oddała! – zakrzyknęła żarliwie.
Fiołek spojrzał uważnie na Motylą Wróżkę.
- Jesteś gotowa zapłacić każdą cenę? – upewnił się, a Wróżka przytaknęła z zapałem. – Jest na to jeden sposób. Tylko, że musiałabyś stracić wszystko, co masz, aby zyskać wieczną miłość, a to wielkie wyrzeczenie – ostrzegał.
- Chcę tego, chcę być kochana! – potwierdziła raz jeszcze Wróżka. Fiołek skłonił się przed nią nisko, wyszeptał zaklęcie, a świat zawirował.

Motyla Wróżka zamrugała oczyma. Świat wokół niej był dziwny, obcy. I bolesny. Coś uwierało ją w sercu, nie słyszała ptasich treli, tylko w głowie wciąż pozostała jej pamięć słów Fiołka: „Stracisz słuch, abyś nie przesiąkła pieśnią tamtego świata i odnalazła powrotną drogę. Twoje serce może cię boleć, bo w jego głębi będziesz tęsknić za dawnym domem. W tamtym świecie będzie mniej dobroci, a ona potrzebna jest ci do życia jak powietrze, może być ci więc trudniej oddychać. Ale za to dostaniesz najcenniejszy spośród wszystkich darów…”
Motyla Wróżka miała łzy w oczach. Jak to – miało być tak pięknie, a ten świat jest tak okrutny! – chciała zawołać, ale nie potrafiła ni mówi, ni śpiewać pieśni. Łzy potoczyły się po jej policzkach…
Wtem czyjaś dłoń starła jedną z nich. Czyjeś usta zbliżyły się do jej twarzy i scałowały kolejne słone krople.
- Nie płacz córeczko, masz przecież mnie, Mamę. Mi również bywa ciężko, ale wspólnie poradzimy sobie z każdym złem – usłyszała głos, choć przecież jej uszy były głuche na inne dźwięki! Otworzyła szeroko oczy i ujrzała wzrok tak przepełniony miłością, że łzy znów potoczyły się po jej twarzy. Łzy szczęścia.
Motyla Wróżka w nowym świecie uczyła się żyć z bólem, jej serce krwawiło tęskniąc za kwiatami, lecz Matka zabierała ją na łąki, aby mogła być wśród miejscowych kwietnych braci. Nie słyszała pieśni tutejszych ptaków, lecz słyszała słowa pełne miłości, które szeptała jej Mama każdego dnia. Nie potrafiła mówić w tym dziwnym języku, ale potrafiła kochać. A gdy inni się nad nią litowali patrzyła z niedowierzaniem: „Ależ jestem szczęśliwa!” – chciała krzyczeć. „Czy tego nie rozumiecie?”.
I wiedziała, że tak będzie już zawsze. Że pewnego dnia ona i jej Matka powrócą do świata motyli. Wróżka znów będzie wróżką, zasiądzie na swym tronie i opowie Matce wszystkie historie i baśnie jakie zna.
Teraz wtulona w Matkę myślała, że czasem trzeba zapłacić wysoką cenę, by odnaleźć miłość. Ale żadna z cen nie jest zbyt wysoka.

autorka : Agnieszka Sawicz_MG_9401 IMG_9366

Tej przepięknej Baśni jest ciąg dalszy, który powstał kilka godzin później…. Ciąg dalszy albo raczej początek…..!

Czytaliście opowieść o Motylej Wróżce? Opowiem Wam coś.

Przed wielu laty przyszły na świat dwie Wróżki o chorych sercach. Maja i Zosia. Walczyły o każdy oddech, każdy dzień na tym świecie. Zgromadziły się wokół nich dobre dusze, które wspierały Dziewczynki i ich Mamy. W wirtualnym świecie, ale i służąc realną pomocą, w miarę skromnych możliwości. Były przy nich myślami każdego dnia walki o życie, podczas operacji… W chwilach, gdy Los decydował co począć z tymi istotkami zaklinałyśmy go, by pozwolił Dziewczynkom żyć.

Maja nie została z nami. Mimo próśb, błagań, wróciła do świata Wróżek i tam dziś czeka na Mamę, Tatę, rodzeństwo. Zosia walczyła.

Mam w pamięci nasze rozmowy o Zosi, jej zdjęcia podłączonej do przerażających urządzeń, które pozwalały jej jednak żyć. Walkę Zosi Rodziców, jej samej, profesora Malca i dziewcząt z internetowego forum.

To było przed laty. Czas mijał, straciłam z oczu Zosię i jej Mamę. I kilka dni temu napisała do mnie dzielna Matka prosząc o wsparcie… Moją skromną pomocą stała się baśń.

Gdyby nie komentarze pod tą opowieścią nigdy bym się nie dowiedziała, że pisząc o Motylej Wróżce napisałam o Zosi, o której życie tak prosiłam wszelkie Siły świata!

Nigdy nie traćcie wiary w to, co robicie. I pamiętajcie, proszę, że wszystko do nas wraca, a ścieżki raz skrzyżowane spotkają się znów, jeśli są dla nas naprawdę w życiu ważne.

Justyno, Zosiu, dziękuję Wam. I Tobie Aniu za wpisy, dzięki którym wiem z kim przyszło mi się spotkać raz jeszcze.

Agnieszka Sawicz

Mój dzień był wczoraj wypełniony łzami…. Były to jednak tylko i wyłącznie  łzy wzruszenia !   Wiem, że się powtórzę ale Aguś Twoje słowa mają moc !  Używasz ich,  jak wirtuoz swojej gitary….  Pisząc tak piękną baśń zagrałaś melodię na strunach mojej duszy……… Ja chylę czoła, podziwiam…i tak  bardzo dziękuję !!!!

Dzięki Tobie  miałam dzień pełen wzruszeń….  Przeczytałam tę baśń już kilkanaście razy i za każdym razem odnajduję w niej nowe piękno….Namalowałaś kochana  słowami w najcudowniejszy z możliwych sposobów  moją miłość do Zosi……  Przytulam !

Kochani na koniec zapraszam Was do zaczarowanego zakątka Wiedźmy !!!

To magiczne miejsce, którym opiekuje się ktoś niezwykły….

Przybywajcie tam a jak już dotrzecie , to gwarantuję Wam, że zostaniecie tam na dłużej…

https://www.facebook.com/ZapiskiWiedzmy?fref=photo