Zosia – samosia puka do Waszych … serc!

www.zosianowak.net

13 listopada 2014
by Justyna
Komentowanie nie jest możliwe

Kocham Cię Zosiu !!!

Zosiu….najukochańsza córeczko !
W naszym życiu znaczenie słów:
,, Pomilczymy na tak o nadziejach i łzach…”
ma wyjątkowe znaczenie.
Mam jednak nadzieję, że mimo tylu niewypowiedzianych słów, dzięki miłości jaką mamy, wiesz co chciałbym Ci dzisiaj powiedzieć !
Kocham Cię…..
Niech mój bezmiar miłości, otula Cię i chroni córeczko…
każdego dnia….!

Dziś są twoje urodziny
Taki ważny, zwykły dzień
Może pomilczymy parę chwil
O tym, że nam nie jest źle

Pomilczymy na tak
O nadziejach i łzach
Aby nasz mały dom
Miał więcej dobrych stron

Dziś są twoje urodziny
Ktoś zadzwoni, przyjdzie ktoś
Źle zanim wielki hałas zrobi świat
Tak zwyczajnie w ciszy ze mną bądź

Niech twe życie cię nie zdradzi
No bo ludzie…
Sama wiesz
Może razem pomilczymy o tym, by
Jeśli ma być źle
to trochę źle

Pomilczymy na tak
O nadziejach i łzach
Aby nasz mały dom
Miał więcej dobrych stron

dziś są twoje urodziny
O czym milczę powiem ci
Milczę o tym aby całe życie twe
Zawsze tak pachniało jak te bzy

To milczenie, wiesz, moim „Sto lat” jest
Dziś są urodziny twe
https://www.youtube.com/watch…
1-DSC_75691-DSC_7629-0021-DSC_7270

13 listopada 2014
by Justyna
2 Comments

Zosia ma 7 lat !!! Czyli były sobie urodziny ! Może nie huczne, ale za to z miłością w tle, mogącą ogarnąć wszechświat cały !!!

Witajcie kochani…
Opowiem Wam teraz o dniu, który było wyjątkowy dla Zosi, bowiem tego dna właśnie ,świętowała swoje 7 urodziny !!!   A było to w ubiegłą sobotę :)
Gości było niewielu, było kameralnie i rodzinnie, za to bardzo radośnie !
Mało tego, zobaczycie Zosię w wielkim szoku !!!
Tego jeszcze nie było
A dzięki komu Zosia w szoku była ???
Dzięki pewnej Pani, która ma w rękach taki talent, że dosłownie palce lizać
Owa Pani, to Karolina Smykowska
To właśnie Panią Karolinę poprosiłam o wykonanie dla Zosi tortu urodzinowego
Znalazłam tę cudotwórczynię cukiernictwa przypadkiem o tutaj :
https://www.facebook.com/Torty.Karolina?fref=ts
i poprosiłam o tort dla Zosi z Myszką Mini oczywiście

Pani Karolina się zgodziła, ku mojej radości, widziałam przecież, jakie niesamowite torty wychodzą spod JEJ zdolnych rąk !!!
I wiecie co, to nie są torty, to są arcydzieła !!!
Nie dość, że wyglądają tak, że nie chce się ich pokroić, to smakują wyśmienicie !!!!
Kto chce mieć piękny tort i poczuć niebo w gębie, to tylko do Pani Karoliny !!!
Gwarancja niezapomnianych przeżyć smakowych murowana, wizualnych też i wzruszenia w pakiecie zapewnione !!!
Jak Pani Karolina z mężem zawitała w nasze progi, by dostarczyć specjalnie dla Zosi jej tort, mała solenizantka, aż piszczałą z radości !!!
Gołym okiem było widać ile serca Pani Karolina włożyła w wykonanie tortu dla Zosi !!!
To przemiła kobieta, taka uśmiechnięta, pogodna, cierpliwa i wyrozumiała !
I ten JEJ kunszt, talent, pomysłowość, kreatywność….. !!!
To normalnie artystka cukiernicza !!!!
Zazdroszczę takich zdolności….
A ja uważałam, że umiem coś tam upiec….!
W porównaniu z Panią Karoliną nie umiem, zdecydowanie nie
Rozmawiałyśmy kilka razy przez telefon i ze stoickim spokojem słuchała o moich prośbach odnośnie tego, z czego może być upieczony tort, by Zosia mogła go zjeść ze względu na swoją dietę
Wszystkie prośby spełniła a tort okazał się być arcydziełem, którego naprawdę żal było pokroić i zjeść !!!
Był przepyszny i niestety musicie mi uwierzyć na słowo
Po tym jak Pani Karolina z mężem odjechali, Zosia usiadła i z miną, która nie wymaga mojego komentarza !
Przyglądała się tortowi, który wprawił ją w oniemiały stan, zachwyt, szok….!
Ten tort wyglądał jak zabawka !!!
I tak też w pierwszej chwili pomyślała Zosia, bo chciała przewieźć Myszki po stole !!!
Zanim pobiegłam po aparat córka jednak zrozumiała, że to ,,cudo,, się je i skonsumowała ucho Mikiemu
Siedziała, patrzyła i chyba oczom swoim nie dowierzała !!!!
Zdjęcia są !
Nie mam jednak zdjęcia, kiedy to solenizantka zdmuchuje świeczki, bo przez rok rehabilitacji i ćwiczeń oddechowych, tak poprawiła rozpiętość płuc, wdech i wydech, że zanim się obejrzałam, Zosia zrobiła puuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu….
i siedem płomyczków natychmiast zgasło
Za rok będę mądrzejsza
Pani Karolino jeszcze raz ogromne dziękuję za moc wrażeń !!!
I tych związanych z emocjami i tych związanych ze smakiem
Jest Pani niesamowita !!!
Wszystkim naszym gościom dziękujemy za pamięć i przybycie

Tak było wczoraj……i to nie wszystkie emocje dnia wczorajszego, bo po kilku godzinach w naszym domu zapanował smutek….
Musiałyśmy się rozstać i pożegnać z ciocią Joasią…
Łez rozpaczy Zosi nie było końca….
Nawet trzy kinder jajka niespodzianki nie były wstanie przekupić mojej córki do ,,nie płaczu,,
Dziś jest troszkę lepiej z nastrojem u Zosi ale w domu zapanowała taka dziwna pustka….
Tęsknimy i już wyczekujemy kolejnej wizyty kochanej cioci Joasi !!!
Mam nadzieję, że nasza ,,niezwyczajna codzienność,, jej nie wystraszyła, Zosia jej nie wymęczyła za bardzo i zechce do nas jeszcze przyjechać

Urodziny Zosi są 31 października.  Rzadko składa się tak, bym mogła je wyprawiać Zosi akurat w tym dniu…

Mam za to czas na rozmyślania  i wspomnienia do pierwszych dni życia Zosi… Do chwili w której pierwszy raz ją ujrzałam i tego całego koszmaru…..


Trochę to trwało, moja kruszynka męczyła mnie ponad 17 godzin….
Ale było warto cierpieć, wylać każą kroplę potu…..
Bóg mi świadkiem, że gdyby trzeba było rodziłabym ją trzy razy dłużej jeżeli to, zagwarantowałoby jej zdrowie….
Rodziłam ,,zdrowe,, dziecko !
W chwili kiedy po raz pierwszy trzymałam ją w ramionach, spoglądałam w jej przepiękne niebieskie oczy, słyszałam jej płacz……
Moje życie w tej jednej maleńkiej chwili, uległo całkowitemu przewartościowaniu !!!
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że za kilka godzin ponownie będę musiała przewartościować je, w obliczu tragedii jaka na nas spadła….
Zosia przyszła na świat o 22.41 !!!
Rankiem po obchodzie dla mam, był obchód dla naszych maleństw.
I tak trzymając Zosię w ramionach podałam ją pani doktor, która miała zbadać moją córeczkę.
Badała, i badała, osłuchiwała i dziwnie na mnie zerkała zadając pytania o przebieg ciąży….
Byłam już bardzo zaniepokojona i jedyne co chciałam zrobić, to zabrać jej Zosię i utulić w swoich ramionach….
Niestety nie było mi to dane…..
Zosię zabrano na jak to nazwano ,, kontrolne echo serca,, !
Gdy drzwi od sali zamknęły się poczułam pustkę…
Moje ramiona były puste i czułam jakby ktoś wyrwał mi serce….
I to oczekiwanie na powrót Zosi….
Minuty zdawały się być godzinami, godziny wiecznością…
W końcu po trzech godzinach nie wytrzymałam i zażądałam oddania mi córeczki….
Pielęgniarka ze spokojem mamuta wyrecytowała tylko, że mam się uspokoić i cierpliwie zaczekać, zaraz przyjdzie do mnie lekarz.
No i przyszedł z miną, która nie wróżyła niczego dobrego !!!
Zanim on otworzył usta, ja tonem nieznoszącym sprzeciwu zażądałam, by oddano mi Zosię, teraz, natychmiast !!!!
To co usłyszałam zwaliło mnie z nóg…
– Nie możemy oddać pani dziecka, jego życie jest zagrożone, ma ciężką wadę serca, w każdej chwili serce pani dziecka może przestać bić…..pani córka musi zostać przetransportowana do innego szpitala… musi pani podpisać zgodę….może ją pani ochrzcić z wody…. dziecko jest w pełnym monitoringu i leży na OIOM w oczekiwaniu na transport….może pani tam iść ale tylko na chwilę…..
Co on plecie pomyślałam, to nie może być o mojej Zosi, to niemożliwe, przecież wszystko było dobrze, była zdrowa a teraz nagle jest tak bardzo chora…..
Słowotok lekarza wydawał się nie mieć końca….każde słowo mimo iż było w moim przekonaniu wypowiadane jak przez szybę i nie do mnie raniło, tak bardzo raniło….!
Gdy zaprowadzono mnie do Zosi i zobaczyłam ją, taką maleńką, bezbronną, kruchą……podpiętą do tych wszystkich kabli, kabelków, pikających monitorów, okłótą, z pokaleczonymi rączkami…..a jednocześnie tak spokojnie śpiącą.
Powoli docierała do mnie ta straszna rzeczywistość….!
Boże, pomyślałam, za co ????
Za co tak karzesz, to niewinne dzieciątko ????
Dlaczego ???
To nie może być prawda !!!!
A jednak była….ta straszna, najgorsza, bezlitosna prawda, która w każdej sekundzie zabija, zadaje potworny ból….tak potworny, że oddychanie staje się niemożliwe…
Mój świat runął, rozsypał się jak domek z kart….
Wszystko stało się czarno-białe…..
Nic już nie było takie samo….
Byłam zła, wściekła, chciało mi się wyć, krzyczeć, płakać….pojawiła się też nienawiść do Boga.
Jak mógł być tak okrutny ???
Siedząc tak przy Zosi, która miała zaledwie kilka godzin, tłukłam się z myślami, bólem i tą całą resztą potwornych uczuć, jakie spadły na mnie tak niespodziewanie.
Zosia nagle otworzyła oczy i spojrzała w moją stronę….
Poruszyła maleńkimi paluszkami, które trzymałam w swojej dłoni…
Jestem mamą !!! Jestem mamą !!!
Powtarzałam jak mantrę, nie zwracając uwagi na strugi łez spływających po moich policzkach…..jestem mamą !!!
Będę walczyć !!!!
Będę walczyć o ciebie córeczko i nic i nikt mnie nie powstrzyma !!!
Będziesz żyła, musisz żyć, bo ja bez Ciebie nie mogę….

Ta chwila, ten moment wystarczył, by podjąć decyzję o walce…
Nie wiedziałam jak będzie wyglądała batalia o życie Zosi, nie wiedziałam ile nas czeka, ile trzeba będzie znieść, wycierpieć, wylać łez…..
Wtedy jeszcze nie wiedziałam nic poza tym, że kocham tą maleńką istotę najbardziej na świecie i dla niej poruszę niebo !!!!
Pozwolono mi nakarmić Zosię, ochrzciłam ją z wody i stałam patrząc jak wkładają ją do inkubatora, by przewieść do innego szpitala.
Mnie nie pozwolono było pojechać z córeczką, jechał z nią sztab ludzi, którzy mieli zapewnić jej bezpieczny transport….
Wyruszyli korytarzem a ja szłam za nimi, by móc jak najdłużej być blisko niej….
Wjechali do windy i gdy jej drzwi zatrzasnęły się przed moją twarzą a ja straciłam z oczy najukochańszą istotę, kolana się pode mną ugięły…..
Zostałam sama, zupełnie sama na tym cholernym korytarzu, czując jak wewnątrz pali mnie ból….
Już nie płakałam, nie miałam łez….moje oczy były zupełnie suche !
Wróciłam na salę w której okno wychodziła na plac….
Widziałam jak wkładają Zosię do karetki i na sygnale, w pośpiechu opuszczają szpital.
Boże, choć Cię teraz nienawidzę, proszę miej moją córeczkę w opiece…niech bezpiecznie dotrze na miejsce – wyszeptałam jakby do siebie.
Natychmiast zaczęłam się pakować, wypisałam się na własne żądanie i podążyłam za sercem swoim, które tak okrutnie zostało mi wyrwane….
Podążyłam za Zosią i będę za nią podążać….zawsze !!!!

Tyle nam odebrano….
Pierwsza kąpiel.
Pierwszy spacer.
Wszystko to, czego doświadcza mama po powrocie z dzieckiem do , nam zostało odebrane na kilka miesięcy !
To szpital był naszym domem !!!
Ale jednego nie zdołano nam odebrać:
Wiary, bo ta była nieugięta !
Nadziei, bo trzeba ją mieć nawet jeżeli ledwie się tli….
Siły, bo czerpałyśmy ja z naszej miłości !!!

Zosia właśnie  skończyła siedem lat….
Długo by pisać o tym co przeżyłyśmy….byłoby tego z trzy tomy.
Ile batalii o życie Zosi jest jeszcze przed nami ????
Nie wiem…… ale wiem jedno !
Zawsze będę stawać do walki nawet jeżeli ktoś mi mówi, że walka jest z góry przegrana !
Bo dopóki bije JEJ serce, zawsze jest nadzieja !!!!

Dziękuję WAM kochani za obecność i wsparcie…..Dzięki Wam wiem, że nie jestem sama ! 1-DSC_07361-DSC_07271-DSC_07251-DSC_8503

 

 

20 października 2014
by Justyna
4 Comments

By siódemka była dla Zosi…..szczęśliwa !

Dnia 31 października Zosia kończy siedem lat !!!
Czyli pozostało 24 dni
Z tej okazji chciałabym Was poprosić o wsparcie dla niej….
Jest okazja i konkretny cel
,,BY SIÓDEMKA BYŁA SZCZĘŚLIWA ,,
Pod takim hasłem pomagamy szczęściu na siódme urodziny Zosi !
Każdy może dołączyć
A na czym, to pomaganie szczęściu ma polegać ????
Na wpłacie 7 złotych na konto fundacji z okazji urodzin Zosi
Fundacja Serce Dziecka im. Diny Radziwiłłowej
Nr konta na wpłaty złotowe :
02 1160 2202 0000 0001 5118 9430
w tytule przelewu : ,, dla Zosi Nowak,,
Czy proszę o zbyt wiele ???
Być może !
Może, to i bezczelne z mojej strony, może wręcz chamskie i nachalne….!
Może i wielu z was pomyśli, że w głowie mi się poprzewracało !
Dla jednych 7 złotych, to bardzo niewiele !
Dla takich jak ja, to bardzo dużo…. często, to nasz dzienny budżet na jedzenie…..!
Czasem mamy i mniej…..!
Dlatego z domowego budżetu nie mogę niczego dla Zosi kupić a już o wyposażeniu miejsca do rehabilitacji, to nawet pomarzyć nie mogę….!
Ilu z Was zechce tak wesprzeć Zosię ???
Nie wiem…..!
Oczywiście można wpłacić mniej
No dobrze, więcej też można
Każdy, kto zechce pomóc szczęściu Zosi może wpłacić tyle ile chce. To tylko hasło
Pomaga się również podając apel dalej
A po co, a na co, a dlaczego, zapytacie ???
Proszę o taką formę prezentu urodzinowego dla Zosi, by móc sfinansować dla niej w domu miejsce, kąt ,,Doświadczeń Świata,,
który ma służyć do jej rehabilitacji, usprawnianie jej ciała, zmysłów i w efekcie lepszego rozwoju !
Co to takiego ten kącik doświadczeń świata i czemu ma służyć, dokładniej opowiem Wam już wieczorem.
Opowiem i pokażę ( Będę się wymądrzać i udawać specjalistę )
Jedno wiem na pewno, że Zosi nie brak misiów, zabawek, książek, układanek, ubrań…..słodyczy prawie nie jada, ma wszystko, co jej jako dziecku, jest potrzebne a czasem nawet i więcej
Za to na subkoncie w Fundacji jest krucho…..
A to przecież rehabilitacja jest jej, tak bardzo potrzebna…!
Bez niej, Zosia nie ma szans na normalny program nauczania, normalny rozwój i normalną przyszłość !
Wiem, wygląda jak okaz zdrowia…..
Ale jej ciało nie jest doskonałe….. każdego dnia uczy się funkcjonować i żyć bez jednego z najcenniejszych zmysłów jakim jest słuch……!
To nie jest łatwe a wymaga ćwiczeń, rehabilitacji i siły !!!
Dlatego pomyślałam, że ta forma prezentu urodzinowego dla Zosi jest najlepszą !!!
I wierzcie mi kochani bardzo potrzebną !
Przecież chodzi o jej przyszłość………
Tyle z mojej strony…
Za każdą wpłaconą złotówkę z tej okazji i na ten cel z głębi swojego matczynego serca i jakże często bardzo bezsilnego
DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ…….WAM KOCHANI !!!
No dobrze, odważyłam się a teraz z pewną dozą lęku w sercu na Waszą reakcję…….uciekam
Ale wrócę, nie jestem tchórzem przecież…chyba _MG_0457

13 września 2014
by Justyna
4 Comments

Czasem JEJ łzy…..to słowa, których nie potrafi wypowiedzieć.

Miniona niedziela była jedną z najlepszych w ostatnim czasie….. Jaka będzie jutrzejsza ???  Któż to wie ?  Jedno jest pewne, to że mamy fantastyczny dzień nie jest wyznacznikiem tego, że taka będzie noc i dzień jutrzejszy…..

Wychowując dziecko po takich przejściach, niczego nie można być pewnym….  No i jeszcze ten brak rozmów…..!  Jakie to okrutne,  jak czasem bardzo  mnie to boli !!!  W zwykłej codzienności tłumię ten ból,  chowam go,  odsuwam daleko od siebie,  zamiatam po dywan….. Po prostu robię swoje….staram się być najlepszą mamą dla Zosi,  pracować z nią,  uczyć się z nią,  ćwiczyć ale przede wszystkim kochać każdego dnia miłością,  której nawet nie próbuję opisać,  bo to niemożliwe !

Jak opisać uczucie które jest nie do opisania ???   Jestem zawsze przy niej, na każde jej skinienie, moje ramiona są zawsze otwarte,  by w ułamku sekundy mogła się w nich schronić i znaleźć bezpieczeństwo, którego potrzebuje i ukojenie,  które jest jej czasem tak bardzo potrzebne !!!   Jestem i będę,  jeżeli tylko będzie i jak długo będzie chciała….  Są jednak  dni, noce…..w których nawet moja miłość i obecność nie są w stanie poradzić sobie z przerażeniem jakie budzi się w jej sercu…..

Tak było w nocy z niedzieli na poniedziałek….  Wieczór minął nam słodko i spokojnie; kolacja, kąpiel,wspólne oglądanie bajki…. Zosia siedziała zwinięta w kłębek i wtulona we mnie niczym mały kociak…  Jak ja uwielbiam ją mieć tak blisko….

W końcu znużona zamigała :  kłaść, spać i powiedziała mama  :)     Gdyby mówiła powiedziałaby :  mamo chodź idziemy spać  :)    Położyła się obok mnie,  przytuliła się i patrzyła mi w oczy,  powoli i coraz częściej je zamykając…..  Uwielbia,  by wtedy gdy zasypia,  gładzić ją po brwi i policzku :)   Jakbym mogła odmówić jej tej pieszczoty,  to pomaga jej zasypiać, czuje się bezpiecznie…..  I nie musi co chwilkę zerkać spod powiek czy nadal jestem  ;)

W końcu zasnęła….  Jak ona słodko wygląda gdy śpi….!   Jak zawsze podłączyłam pulsoksymetr,  by zrobić pomiar parametrów i miałam w palnie też się położyć…  Nic nie zapowiadało tego co nadeszło…. Po pół godzinie snu,  Zosia nagle będąc jeszcze podłączona do pulsoksymetru  otworzyła oczy….

Byłam tuż obok i to co zobaczyłam, w tym ułamku sekundy w jej oczach,   mnie poraziło !!!

W jej oczach czaił się paniczny strach, lęk…przerażenie,  jakiego dawno w jej oczach nie widziałam.   Zaczęła krzyczeć i trząść się i jakby po omacku wdrapała się na mnie,  chwytając mnie tak mocno,  że aż jej palce sprawiały mi ból….   Jej uścisk był tak silny,  że nikt w tym czasie nie byłby w stanie jej ode mnie odczepić….  Cały czas krzyczała płacząc jednocześnie i raz po raz wołając mnie !!!   Oplotła mnie rękoma i nogami a głowę położyła mi na klatce piersiowej,  cała drżąca i spocona wołała bezustannie : mama, mama, mama….

To brzmiało jak skowyt….. W jej głosie było słychać takie przerażenie….  Najgorsze było to, że każda próba odczepienia jej rąk po to  by zamigała,  była niemożliwa….   Patrzyła mi w oczy i płacząc ciągle mnie wołała…..   Nie chciała migać…. nie chciała zwolnić uścisku, odsunąć się choćby na centymetr….   Przytulała się z siłą o jaką jej nawet nie podejrzewałam….

Wyglądało to tak jakby bała się, że zaraz mnie straci, że zniknę….  Pomyślałam, Boże co jej się śniło….  Jak mam to z niej wydobyć, jak przekonać ją by mi pokazała,   czego tak bardzo się boi…..   Moja bezradność i bezsilność w takich chwilach zabija mnie sekunda po sekundzie….  Czuję się tak jakby kilka noży wbijało mi się jednocześnie w serce…..  Dlaczego, za co  do cholery jasnej,  moja córeczka, która tyle już przeszła i tyle przed nią,  musi tak cierpieć…  Bo ewidentnie,  to było cierpienie !!!    Nie fizyczne ale psychiczne,  które kaleczy jej i tak już pełne blizn serce !!!    Jak mam jej pomóc…..  Co mogę zrobić ????    Dlaczego w takich chwilach miłość matki to za mało ????   Dlaczego  nie mam mocy, by swoją miłością sprawić, że w jednej chwili moja córeczka przestanie się bać… że koszmar zniknie z jej pamięci i serca !   Dlaczego do cholery nie mam takiej mocy !!!   Mamy powinny taką moc mieć !!!!

Jedyne co mi pozostaje w takich chwilach, to tulić ją do siebie,  sprawić by patrzyła w moje oczy,  mówić do niej  ,,kocham Cię Zosiu, jestem przy Tobie,  nie bój się,  już jest dobrze, jestem tu…..,,

Tyle mogę !!!!   Oto cała moja moc matczyna !!!!!   Zosia wczepiona we mnie,  wtulona, cała spocona powoli się uspokaja,  zmniejsza siłę uścisku ale nadal kwili i co jakiś czas wypowiada :  mama.

Trwamy tak kolejne minuty….. Dopiero po dwóch godzinach pozwoliła mi na to,  bym ją przebrała natychmiast jednak po tym,  ponownie wtuliła się w moje ramiona.  Była już spokojniejsza ale nadal wystraszona…..  Teraz mogłam zadać jej kilka pytań odnośnie tego co ją obudziło,  co jej się przyśniło,   pytałam migając ale ona nie chciała odpowiedzieć…. !

Jedyne co usłyszałam od swojej córeczki  to ; mama pa, pa, pa…..  Co takiego jej się śniło ???   Że ją zostawiam,  że ją oddaję, że mi ją zabierają…..

Ile razy to przeżyłyśmy,  gdy stojąc przed drzwiami sali operacyjnej musiałam ją oddać ze swoich ramion w obce, zupełnie obce….  Ile razy przeżyłyśmy taką traumę….   Ile narkoz Zosia ma za sobą….    Za każdym razem jest tak samo;  matka ( rodzice )  zostają patrząc jak za  a dzieckiem zatrzaskują się te ogromne  metalowe drzwi….    Co przeżywałam ja,  gdy moje ramiona ogarniała pusta po tym,  jak musiałam ją oddać…..   Pamiętam to potworne uczucie…. tego nie da się zapomnieć !!!    Ale co przeżywała Zosia ???   Co ona czuje ????   Mogę się tylko domyślać….  Co dalej działo się za tymi drzwiami, wie już tylko ona…..!

Poprzez utratę słuch i brak mowy,  nigdy nie miała możliwości opowiedzenia mi o swoich lękach, swoim strachu….. O przerażeniu z jakim niejednokrotnie musiała się zmagać i jak się okazuje zmaga nadal…. Dlatego tak uparcie uczymy się każdego dnia,  by móc w końcu porozmawiać…. By mogła przede mną otworzyć swoje serce…

Ktoś powie;  jak takie małe dziecko może zapamiętać to,  co działo się  gdy była maleńka czy mała…..   A jednak może….i te dzieci naprawdę wiele pamiętają…. !  To tkwi gdzieś w umyśle Zosi,  jej sercu i czasem,  zupełnie niespodziewanie wydostaje się na wolność  powodując jej przerażenie….

Oczywiście,  że staramy się minimalizować skutki tego przez co przeszła Zosia…  Pokazywanie obrazków ze szpitala,  opowiadanie jej o tym pomaga….

Ale zdarzają się dni w których ona nie chce nawet spojrzeć na swoje zdjęcie z rurką w gardle a co dopiero na obrazek szpitala, pielęgniarki czy sali operacyjnej…….Już samo to budzi w niej lęk….  Każdego dnia moja mała córeczka zmaga się z tymi wspomnieniami….  Ja zresztą też…..!

Na co dzień Zosia jest bardzo wesoła,  pogodna,  radosna,  uśmiechnięta…..  To wulkan pozytywnej energii :)  I ja uśmiecham się  bo przecież nie mogę inaczej patrząc na swoją córeczkę !!! Żyjemy ciesząc się z małych radości dnia,  każdego jej sukcesu, każdej chwili przeżytej razem !!!    Na pozór szczęśliwe z nas dziewczyny  :)    Nasza  ,,niezwyczajna codzienność,,  sprawia nam wiele radości !!!   Nie skamlę też na swój los, nie biadolę i staram się nie użalać nad sobą !!!     Ale czasem nocą…..staje do walki z przeszłością…..!   I ja i ona !!!

Wtedy dla niej noc jest czarna,  głęboka,  ciemna a ja jedyne co mogę, to muszę starać się by patrzyła w moje oczy… muszę uśmiechać się do niej tuląc ją i całując i starać się spróbować,  by i na jej buzi pojawi się uśmiech !!!    Bo ten jej cudowny uśmiech sprawia,  że nawet w najczarniejszą noc,  zapalają się gwiazdy na naszym niebie i jesteśmy w stanie przetrwać do rana!

Z nadejściem świtu Zosia zupełnie się wycisza,  jest zmęczona i wyczerpana….. Zasypia w moich ramionach…..   I tak było też w tę poniedziałkową noc….  Zajęć oczywiście żadnych w poniedziałek nie było… wszystko odwołane !    Niestety z poniedziałku na wtorek sytuacja się powtórzyła ale już nie z takim natężeniem.  Zosia szybko się obudziła jednak do świtu znowu nie była w stanie zasnąć !   Po tym jak w końcu uda się jaj ponownie zasnąć,  ja nie jestem w stanie zmrużyć oka,  czuwam przy niej,  jestem obok niej i trzymam ją za rączkę !!!   Gdybym tylko mogła odgonić od niej te koszmary….. gdybym tylko znalazła na to jakiś sposób !!!

W środę już było prawie normalnie….  Zosia obudziła się w dobrym nastroju i nawet wypoczęta !   Po zajęciach przedszkolnych i nauce migowego musiałyśmy jednak udać się w miejsce którego bardzo nie lubi !    Nasz Ośrodek Zdrowia !!!    Trzeba było zaszczepić Zosie na grypę,  bo mamy takie zalecenie  albo raczej obowiązek !    Troszkę wylanych łez Zosi,  niepokoju ale ogólnie dzielnie wszystko zniosła !  Za to popołudnie miała wolne,  bo odwołałam resztę zajęć !   Niestety w nocy bała się zasnąć !   Dosłownie nie chciała słyszeć o tym by pójść spać !!!

Jakby przeczuwała, że koszmar powróci ????   No i miała po szczepieniu temperaturę, nie jakąś wysoką ale dla niej nawet 37,5 stopni  jest męczące !  Gorączka wzrosłą do 38 stopni  mimo podania leku przeciwgorączkowego.   Nad ranem Zosia w końcu  zasnęła  !   A ja byłam po tylu nieprzespanych nocach wykończona !

I prawda jest taka,  że to nie brak snu mnie tak zmęczył  tylko strach o Zosię i te jej koszmary….  To, że  w żaden sposób nie mogę jej przed tym uchronić…. !   To mnie dobija !!!   Bezradność, bezsilność, matczyna niemoc…..   To jest najgorsze, zawsze było i zawsze będzie  najgorszym z uczuć !

Przecież w JEJ uśmiechu,   w JEJ oddechu,   w biciu JEJ serca,  maluje się cały……….mój ŚWIAT !

Więc dlaczego na Litość Boską nie mogę sprawić,  by czuła się zawsze bezpieczna ?????

Na to pytanie chyba nigdy nie znajdę odpowiedzi……!

Tyle kochani na teraz….oj się rozpisałam !

Mam nadzieję,  że czytając to,  nie znudziliście zbytnio ;)

Ale tutaj mogę się rozpisać !!!  To takie moje miejsce,  gdzie pisząc doznaję w pewnym stopniu ulgi….  I mimo, że niektórzy krytykują, ganią lub obrzucają obelgami nasze życie mam to gdzieś !

Kto nie chce nie musi tutaj zaglądać ani czytać o naszym życiu, troskach, radościach…..codzienności !

Tym, którzy tutaj są i wspierają nas bardzo dziękuję !!!  Nawet nie wiecie jak bardzo nam  pomagacie…..<3

Teraz Was ściskam mocno i znikam….._MG_0314 (2)1 _MG_0079a (2) _MG_0117 (2)

 

 

1 września 2014
by Justyna
Komentowanie nie jest możliwe

Zofia….zębowy likwidator !!!

Dzień niezwyczajny,  bo 1 wrzesień i rozpoczęcie  roku szkolnego !   Ale o tym pisałam na fanpage Zosi więc odeślę Was tam kochani  ;)    https://www.facebook.com/zosianowak.net

Jak na początek, to nieźle Zosi poszło,  ba nawet całkiem grzeczna była i sama się sobą zajęła !    Czasem jej się zdarza :)   Bawiła się lalką siedząc na skraju łóżka !   A że wczoraj obowiązkowo włosy Zosi trzeba było wyszorować,  czego za bardzo nie lubi,   dziś lalka doświadczała tego samego zabiegu pielęgnacyjnego !!!    Oczywiście jak to u Zosi bywa, wszystko musiało być tak jak i u niej  ;)   Czyli po niby myciu włosów lalki,  było niby wcieranie odżywki,  natomiast cała reszta,   to już  nie mogła być udawana !  I chociaż sama był rozczochrana, to zupełnie jej to nie przeszkadzało  :)    Czesanie,  suszenie i układanie włosów,  całkiem sprawnie Zosi szło !   Ku mojemu zdziwieniu,  podkręcała włosy lalki na szczotce i suszyła je jednocześnie !!!   Dwie ręce zajęte :)   I nic z rąk nie wypadło !!!   Mało tego,  jaką miała satysfakcję i radochę,  że potrafi !!!     Jaka ona była dumna z siebie i szczęśliwa….!    Rzecz jasna , że to uwieczniłam,  nie byłabym sobą przecież !!!    To tak bardzo cenne dla nas chwile !!!   Oto kolejny już raz doświadczamy pokonania przez Zosię kolejnego  szczytu niedoskonałości jej ciała  !!!  1 2 3 4

I tak oto ja – szczęśliwa, dumna i wzruszona mama,  przekonana,  że się Zosia jeszcze trochę pobawi i pomęczy lalkę  ;)   pomaszerowałam do kuchni pozmywać naczynia !   No samo się nie zrobi,  zresztą wiecie jak to jest :)   Ile umyłam….może połowę z tego co miałam umyć,  gdy nagle do kuchni wparowała Zosia  (   nie, nie, nie…nie wbiegła bo biegiem  tego nie mogę nazwać ) !!!

Wparowała z impetem i…….z buzią pełną krwi !!!!    O matko !!!    A żeby było dziwniej,  to śmiała się do rozpuku !!!   Zaprowadziłam ją szybko do łazienki  i zaczęłyśmy przepłukiwać buzię zimną wodą,  musiałam zlokalizować skaleczenie !    Pierwsze co pomyślałam,  że przycięła sobie zębami wargę albo język ale przy drugim płukaniu ust zobaczyłam,   że ona nie ma dolnej dwójki !!!  No zęba sobie wyrwała !!!!     Kiedy się cwaniak mały połapał,   że już wiem skąd ta krew,   to wyciągnęła do mnie rękę,  otworzyła piąstkę i co tam było ???    No kurde,  dolna dwójka sobie była !!!!   Ja kiedyś przez nią zejdę na zawał !!!! Normalnie nie mogę jej na chwilę spuścić z oka !!!  Już na zajęciach przedszkolnych dobierała się do tego zęba,  ku przerażeniu moim i Pani Iwonki.   No z nami dwiema  nie wygra więc sobie odpuściła !!!    Tak odpuściła ale nie zapomniała i jak tylko nadarzyła się okazja,  to likwidator zębowy ruszył do akcji !!!  Który to już raz wykręciła, pociągła  i wyrwała sobie ząb !!!   Czwarty raz !!!!  Tak samo jest zawsze !!!  Tą samą metodą pozbyła się dolnych jedynek,  górnej jedynki i teraz dolnej dwójki !!!!   Czyli co, za każdym razem  tak będzie ????  To nie na moje zszargane nerwy !!!   Jurto się Pani Iwana zdziwi,  jak Zosię zobaczy :)   Najgorsze, że górna jedynka zaczyna się ruszać więc…… kolejna likwidacja zębowa nadciąga ;)

Ja się w to nie bawię….!!! Ja protestuję !!!!  Tylko co mi po tym,  jak Zosia i tak swoje zrobi !!!    Siedzi później sobie, krwawi i zaciska gazik między zębami,  mając jeszcze z tego radochę !!!    A ja zachoruję przez nią na nadciśnienie !!!

5 6 8

Tyle na teraz ! Jak na jeden dzień mam dosyć wrażeń !!! Oby jutro było spokojniejsze…..dużo spokojniejsze ! Tylko czy wychowując Zosię, to w ogóle jest możliwe  :)  Przytulam Was kochani mocno !!!